Emocjonalnie o tym, jak to się zaczęło i dlaczego chcę o tym pisać

Sierpień 2015. Było polskie, dojrzałe, piękne lato, pachnące słońcem, koszoną z rana trawą, chlebem z ogórkiem zielonym jedzonym na śniadanie i ciepłą herbatą z cytryną pitą wieczorami, po sesji biegowej. Podczas treningów często towarzyszył mi zapach mokrej ziemi po deszczu chłodzącym rozgrzane powietrze, nasz rodzinny pies i… dziesiątki myśli kumulujących się w mojej głowie. Spędzałam tamto lato z bliskimi, w naszym przytulnym mieszkanku na Górnym Śląsku.

Dnia dokładnie już nie pamiętam, ale wiem, że była to właśnie druga połowa miesiąca, gorąca i słoneczna. Data ta wydaje mi się być tak abstrakcyjnie odległą, że nie pamięta jej chyba żaden z elementów dokumentacji wyprawy ani archiwum lotów na moim koncie WizzAir. Od tamtej pory mijają teraz 3 lata i 3 miesiące, od daty przełomowej w moim życiu. Od dnia, kiedy po raz pierwszy stanęłam na lądzie, o którego poznaniu marzyłam od kilku lat wstecz. To wtedy, po wyjściu po zmroku z samolotu, uderzył mnie w twarz słynny wiatr, a wraz z nim zapach najświeższego, chłodnego, cudownie orzeźwiającego powietrza, jakie dane mi było do tamtego momentu poczuć. Serce zabiło mi szybciej, gdy rozejrzałam się i spojrzałam daleko ponad płytę lotniska – w sporej odległości ode mnie ujrzałam słabe zarysy wulkanicznego krajobrazu, zatopione w kawowej, pastelowej ciemności. Nie dowierzałam, że naprawdę tu dotarłam. Uszczypnęłam się i mimo, że rzecz jasna zabolało, nadal nie wierzyłam i wdychałam głęboko to świeże powietrze, żeby się uspokoić i nie zacząć płakać z emocji. Mnie do łez doprowadzić nietrudno, ale nie chciałam, żeby cokolwiek mi one przysłoniły podczas chłonięcia wzrokiem pierwszych widoków w wymarzonym miejscu.

W tamtym momencie zapadła we mnie świadoma decyzja, która sprawiła, że moje życie zmieniło się o 180 stopni. Na zawsze. Bezpowrotnie. Bo lądując na tej nieznanej jeszcze ziemi wszystko było dla mnie nowe, a jednocześnie czułam tak głęboki spokój, że wydawało mi się, że przyleciałam do domu, w którym mieszkałam w poprzednim życiu. I pisząc te słowa i wspominając siebie sprzed 3 lat i 3 miesięcy zdecydowanie stwierdzam, że nie zamieniłabym tej decyzji na żadną inną. To było najlepsze rozwiązanie, jakie mogłam wtedy wybrać. Dla siebie.

W postach, które powstaną na tym blogu chciałabym pokazać Ci, że nie ma rzeczy niemożliwych. Poważnie, nie ma. Będzie tu mówione o potędze, jaka drzemie w jednym, niepozornym człowieku. Będzie o podążaniu za marzeniami. O tym, jak nie odkładać na później i o zdobywaniu swoich celów. Będzie mowa o kobietach, ich odwadze i sile psychicznej. Będzie o miłości w wielu aspektach i o przyjaźni. Będzie emocjonalnie i osobiście.

Ponadto, będzie o Islandii. O kraju, który bardzo świadomie wybrałam na swój drugi dom i który się nim stał. O kraju, w którym kocham się do szaleństwa. Z wykształcenia i zamiłowania jestem filologiem, więc będzie również o językach, w tym o języku islandzkim.

Oprócz tego, będzie o ciąży oraz fascynującym okresie w życiu kobiety, jakim jest wczesne macierzyństwo. Będzie także sporo o bilingualizmie – temacie, który jest mi szczególnie bliski z racji fascynacji językami oraz międzynarodowej rodziny, którą założyłam. Zgodnie ze swoimi skrytymi marzeniami. Konsekwentnie.

Mam nadzieję, że i Ty zostawisz tu cząstkę siebie, aby wzbogacić to miejsce. Chcę podzielić się z Tobą czymś wartościowym, dlatego bardzo chciałabym, żeby było tutaj inspirująco i miło.

Zapraszam do lektury i dyskusji!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *